Udostępnij Tweetnij

Autor: Katarzyna Krupka | 26 lutego 2019

Raport, który otworzył mi oczy

Dokładnie 2 miesiące temu otrzymałam obszerny raport dotyczący moich genów. Wszystkie niezbędne informacje postanowiłam wprowadzić w życie. I wiecie co? To jedna z moich najlepszych decyzji.

Obszerny raport, który otrzymałam po analizie mojego DNA rzucił nowe światło na mój dotychczasowy styl życia. Dowiedziałam się o sobie mnóstwa rzeczy, o których do tej pory nie miałam pojęcia.

Dziś już wiem, jakie czynniki wpływają u mnie na zachowanie prawidłowej masy ciała, jaki rodzaj aktywności fizycznej jest dla mnie najlepszy (wcale nie CrossFit, jak mi się wydawało), jakie produkty są dla mnie najlepszym źródłem ważnych witamin czy - to było dla mnie najcenniejsze - jaki rodzaj diety wybrać, by schudnąć. Postanowiłam zacząć działać jak najszybciej.

Świadome zakupy

Na początek przeanalizowałam skład mojej lodówki i szafek, w których trzymam suchą żywność. Koleżankom oddałam nieotwarte paczki makaronów pszennych, owoców w puszkach, ryż do sushi, dietetyczne przekąski typu light (w końcu wcale nie muszę unikać tłuszczów) oraz wafle ryżowe i batoniki proteinowe.

Zaopatrzona w niezbędną wiedzę i kartkę z listą zakupów udałam się do najbliższego supermarketu. Wcześniej jednak zajrzałam do ulubionej apteki w celu zakupów niezbędnych suplementów, bo tych, które były wyszczególnione w raporcie genetycznym, nie było wśród tych, które łykam każdego dnia. Skąd mogłam wiedzieć, że przy nadwadze powinnam w większym stopniu suplementować witaminę D3? Albo że walkę mojego organizmu z wolnymi rodnikami będą wspierały drożdże i czosnek... Do tego zestawu doszła jeszcze witamina C - silny przeciwutleniacz, a tych w moim organizmie niestety brakuje oraz sprzężony kwas linolowy CLA, który z kolei miał sprzyjać utracie zbędnych kilogramów. Teraz mogłam spokojnie udać się na zakupy.

Czy mój koszyk z zakupami wyglądał inaczej niż dotychczas? Trochę się różnił, ale nie były to drastyczne zmiany. Wróciłam do produktów białkowych - mleka, serów twarogowych, których spożycie do tej pory ograniczałam. Zrezygnowałam natomiast z tłuszczów zwierzęcych. W mojej lodówce nie zobaczysz już boczku czy smalcu ze skwarkami (ten zastąpiłam wegetariańskim smalcem z fasoli, a boczku mi nie brakuje).

Wcześniej unikałam węglowodanów - myślałam, że to pomoże mi schudnąć. Dziś wiem, że jest inaczej. W moim jadłospisie pojawiły się: pełnoziarniste pieczywo, czarny ryż, mąka orkiszowa, makaron pełnoziarnisty, hummus, orzechy. Do tego owoce i warzywa, i chociaż te zawsze były obecne w moim menu, to dzięki raportowi wiem, które z nich są dla mnie najlepsze, a które lepiej sobie darować.

Brokuły, kalafior, kapusta kiszona - za tymi produktami najbardziej się stęskniłam i bardzo ucieszył mnie fakt, że dobrze wpływają na moje zdrowie, jak również wygląd. Czy zapłaciłam więcej za zakupy niż zazwyczaj? Tak, ale jak zawsze powtarzała moja mama - na zdrowiu nie wolno oszczędzać.

Świadomy miesiąc

Pierwszy miesiąc był dla mnie wyzwaniem. Byłam podekscytowana wiedzą, którą zdobyłam na temat mojego ciała i z chęcią wdrażałam w życie wszystkie cenne wskazówki. Największy problem sprawiało mi jednak ważenie produktów i liczenie kalorii w moim menu, ale po miesiącu już "na oko" wiedziałam ile mogę zjeść makaronu i czy wieczorem mogę sobie jeszcze pozwolić na kanapkę z guacamole lub moim ukochanym twarożkiem z rzodkiewką.

Na pewno zastanawiacie się, czy schudłam. Niestety, pierwszy miesiąc na tym polu przyniósł rozczarowanie, ale czułam się znacznie lżejsza pomimo tego, że waga stała. Miałam więcej energii i wyraźnie zauważyłam poprawę kondycji mojej skóry. Czerwone policzki zniknęły, skóra twarzy była mniej przesuszona. Czy miałam ochotę zrezygnować? Oczywiście, ale postanowiłam walczyć dalej.

Drugie podejście

W drugim miesiącu waga zaczęła spadać, zmniejszyły się obwody, zapewne za sprawą ćwiczeń dobranych odpowiednio do moich predyspozycji genetycznych. Pływam, biegam na bieżni i z niecierpliwością czekam na cieplejsze dni, gdy będę mogła wyciągnąć już z piwnicy mój rower (jazda na rowerze również jest dla mnie wskazana).

Jeszcze długa droga przede mną, ale nie chodzę głodna, zmęczona i zirytowana, więc szanse na to, że tym razem mi się uda są naprawdę duże. A skoro nasze DNA nie zmienia się przez całe życie, to wszystkie zalecenia, które otrzymałam w raporcie nigdy nie przestaną być aktualne. I choćby dlatego warto je poznać. W moim przypadku – lepiej późno niż wcale.

Udostępnij Tweetnij
Wyłącz Adblocka, aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony.